"Dokąd zaprowadzi droga przez most?"

Populistyczne hasła, personalne ataki, polityczne uwarunkowania - wszystko już się pojawiało w sprawie toruńskiego mostu. Czy w szumie pobocznych wątków i wyrywkowych informacji nie zatarła się przypadkiem istota problemu przeprawy przez Wisłę w Toruniu?
 

Bernard Kwiatkowski
Bernard Kwiatkowski, szef Wydziału Inwestycji Strategicznych Urzędu Miasta Torunia prezentuje projekt mostu na Wschodniej. / Fot. Jacek Smarz

Dla mieszkańców obserwujących z dystansu tak zwane "starania miasta o most" problem zaczął się w pewnym momencie sprowadzać do ostrego konfliktu między prezydentem Torunia, Michałem Zaleskim, i posłem, jeszcze wówczas PiS, Antonim Mężydłą. Doszło do tego, że zaczęto mówić o "moście Zaleskiego" na wysokości ul. Wschodniej i "moście Mężydły" u wylotu Waryńskiego. Polityki i polityków zwykło się, szczególnie w ostatnich czasach, nie lubić, nic więc dziwnego, że druga, "upolityczniona" w świadomości społecznej, lokalizacja zaczęła zdecydowanie przegrywać w ocenach mieszkańców. Zarazem część torunian, co wyszło na forach internetowych, zaczęła wyrażać opinie zupełnie nieracjonalne: "Budujcie gdziekolwiek, byle ten most wreszcie był!". Dlatego pomińmy tym razem głos prezydenta i posła, skoncentrujmy się na technicznych uwarunkowaniach. Niech mówią fachowcy reprezentujący obie strony głośnego już w całym kraju sporu.

- Mam, przyznam, wyrzuty sumienia, że Mężydłę wciągnąłem w tę sprawę, bo nadstawił głowę za mnie - mówi Andrzej Milkowski, emerytowany pracownik miejskiej, a potem Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej, a także były pełnomocnik wojewody Bernarda Kwiatkowskiego ds. drogownictwa. - Przyszedłem do posła, jako do reprezentanta rządzącej partii, z papierzyskami. Po kilku spotkaniach, ponad 10 godzinach rozmowy i analizowania planów, przyznał rację i obiecał sprawę nagłośnić.

Ta droga tu pasuje

Rozmawiamy na tyłach parku przy Waryńskiego, na dnie szerokiego na kilkadziesiąt metrów rowu. To tu od 1966 r. planowano dojazd do mostu, który miał górą przecinać ul. Traugutta, opierać się o charakterystyczną górkę po drugiej stronie jezdni i biec przez Wisłę zahaczając o skraj Kępy Bazarowej.
 

Andrzej Milkowski
Andrzej Milkowski: - Przedłużenie trasy z mostu na Wschodniej ma przebiec estakadą nad tymi magazynami i firmą Torbet

- Widzi pan to? Ta droga tu pasuje - pokazuje Milkowski. - Budując trasę W-Z biegnącą przez miasto, a pracowałem przy wszystkich jej etapach, stanęliśmy przy rondzie Pokoju Toruńskiego i w ten park nie weszliśmy tylko dlatego, że inwestycję tę racjonalniej było połączyć od razu z mostem, na który, tak jak na wiele innych inwestycji w tamtych czasach (lata 80.), zabrakło pieniędzy.

Ruch poza starówką

Ktokolwiek stanie w tym miejscu przyzna, że nawet gdyby mostu na wysokości Waryńskiego nie miało być, to bez wątpienia samo przedłużenie trasy W-Z i połączenie jej z Traugutta i Lubicką byłoby świetnym rozwiązaniem. Wtedy wreszcie ruch przez miasto omijałby w pełni rejon Starówki. - Ale władze miasta mają taki uraz do choćby śladów tej koncepcji, że wszelkimi sposobami starają się o niej zapomnieć i utrudnić realizację w przyszłości - dodaje Milkowski. - Bo czym jest chociażby sadzenie nowych drzew w tym miejscu i robienie ścieżki rowerowej, która nie łączy się z innymi?

Tylko trzy domki

Przejechaliśmy samochodem, a częściowo przeszliśmy, tereny po obu stronach Wisły, po których miałyby biec trasy, prowadzące na oba rywalizujące ze sobą mosty. Zajęło to pół dnia, ale warto było. W przypadku wariantu Waryńskiego, czyli trasy zwanej od 40 lat nowomostową sprawa była prostsza. Po lewej stronie Wisły do dziś widoczny jest wyraĽnie rezerwowany dla tej inwestycji pas. Nie ma nawet konfliktu z jednostką wojskową przy Podgórskiej, gdyż w miejscu, gdzie miałaby biec trasa, betonowy płot jest już dziś przewrócony, a budynki są zrujnowane. W okolicach Starej Drogi, już za ul. Łódzką, na trasie stoją 3 domki. - Tylko one musiałyby być zburzone, a mieszkańcy przesiedleni - wyjaśnia inżynier. - Dalej prosto poszlibyśmy przez poligon do trasy ekspresowej nr 10. To jest logiczne.

Aż 140 domów
 

Fot. Filip Kowalkowski
Na podstawie studium wykonalności przebiegu trasy z mostu na Wschodniej na północ wynika, że blisko jej połowa (zaznaczona kolorem czerwonym) przebiegać będzie musiała estakadami. / Fot. Filip Kowalkowski

Zdaniem Bernarda Kwiatkowskiego, dawnego szefa Milkowskiego, a dziś szefa Wydziału Inwestycji Strategicznych Urzędu Miasta Torunia, wariant ten jednak odpada. Dlaczego? Bo po prawej stronie Wisły trzeba wyburzyć, według różnych ocen, od kilkudziesięciu do 140 domów, a także zlikwidować cmentarz przy Antczaka.
 

- To argument, który pojawia się stale, mimo że dotyczy wariantu nieaktualnego - wyjaśnia Milkowski. - Byłoby tak faktycznie, gdybyśmy kierowali trasę wzdłuż Batorego, ale z wyliczeń specjalistów z bydgoskiego UT-P ta trasa nie ma obecnie racji bytu - chodzi dziś przecież nie o drogę ekspresową, tylko krajową. Dlatego wystarczyłoby wpięcie się do przebudowanego odpowiednio ronda Pokoju Toruńskiego i skierowanie ruchu ulicami Przy Kaszowniku, Warneńczyka i Grudziądzką. W ramach tej inwestycji przebudowane zostałoby także skrzyżowanie Przy Kaszowniku, które już dziś jest zbyt skomplikowane - powstałby tam wiadukt. Ruch na Grudziądzkiej wcale by się nie zwiększył - dziś też trafiają tam auta jadące z mostu Piłsudskiego.

- Bzdura! - reaguje Bernard Kwiatkowski. - Nikt z drogowców nie zgodzi się na skierowanie ruchu przez środek miasta! Dlatego budujemy most na Wschodniej.

Tu ciekawostka. Pomysłodawcą mostu w tym miejscu był... Andrzej Milkowski. Było to w 1992 r., gdy ruszała budowa mostu autostradowego. - Wtedy rozważano wybudowanie mostu typu "Syrena" o trwałości na jakieś 30 lat. Wyrysowałem go wraz z kolegami z Wojewódzkiego Biura Planowania Przestrzennego właśnie na wysokości placu Daszyńskiego - wspomina Milkowski. - Ale chodziło o stalowy most technologiczny, z którego jednocześnie skorzystaliby mieszkańcy. Właściwy, trwały most, miał powstać oczywiście przy Waryńskiego.

Fot. Jacek Smarz
Tak, według koncepcji, która ma już czterdzieści lat, ma wyglądać most i trasa nowomostowa na wysokości Waryńskiego / Fot. Jacek Smarz

Zupełnie inne uwarunkowania ma obecny projekt "prawdziwego" mostu na Wschodniej. Zwiedzając tereny, po których biegłyby trasy dojazdowe do tej przeprawy, od razu widać, że koncepcja jest stosunkowo nowa. Aby przeprawa, bodaj najdłuższa w Polsce - blisko 2 kilometry mostu i estakady - miała rację bytu, trasę dojazdową od ul. Łódzkiej trzeba poprowadzić po lewej stronie rzeki, przechodząc po terenach dwóch firm, burząc kilka domów mieszkalnych, przecinając działki na Rudaku. Ale prawdziwe problemy zaczynają się po prawej stronie rzeki. Wstępny projekt przewiduje skierowanie ruchu 250-metrowym tunelem pod placem Daszyńskiego, który stosunkowo niedawno był przebudowany przy okazji powstania Galerii Copernicus. Dlaczego tak? Bo w trakcie prac związanych z nowych mostem zrozumiano, zupełnie słusznie, że nie może on służyć, tak jak pierwotnie planowano, drodze nr 15 na Olsztyn, gdyż jest ona niższej rangi i miasto wówczas nie będzie miało żadnych szans na zdobycie pieniędzy ze Ľródeł zewnętrznych. Dlatego, na papierze na razie, przerzucono na most przy Wschodniej krajową "jedynkę", która rangę ma większą, bo mogłaby być konieczną alternatywą dla płatnej autostrady A1, biegnącej obok miasta. Tytuł drogi krajowej nr 1 jednak zobowiązuje. Korzystający z niej kierowcy z placu Daszyńskiego powinni mknąć wprost na północ, czyli Wschodnią. Stąd właśnie wylot tunelu, dziwnie na rysunkach wąskiego, bo mającego tylko po jednym pasie, na tej ulicy.

Na estakadzie

A co dalej? Po likwidacji istniejącej na Wschodniej linii tramwajowej nr 4, trasa wznosiłaby się łukiem w prawo aż na rondo, które musiałoby powstać na kopcu średnicy około 150 metrów i wysokości około (uwaga!) minimum 8 metrów. Tylko wtedy trasa na estakadzie mogłaby górą pokonać tory na skraju Dworca Toruń Wschodni. To nie koniec trudności. Pod kopcem powstać musiałby 700-metrowy tunel dla niezbędnej, planowanej od lat i zarezerwowanej w terenie, trasy średnicowej wschód-zachód.

- Ze studium wykonalności, przygotowanego przez firmę "Redan" ze Szczecina, wynika, że trasę wiodącą z mostu przy Wschodniej najlepiej byłoby pociągnąć dalej prawym skrajem torów głównie ponad poziomem gruntu - dodaje Andrzej Milkowski, który był uważnym czytelnikiem tego opracowania. - Na 4753 metry od placu Daszyńskiego do Grudziądzkiej za cmentarzem komunalnym samej estakady mamy 2268 metrów. Ale pamiętajmy jeszcze o nasypach, które umożliwiają wjazd i zjazd z tych estakad.

Cała trasa górą

- Cóż w tym złego? Musimy iść do przodu - komentuje Bernard Kwiatkowski. - Według mnie, najlepiej byłoby, gdyby cała trasa szła górą. Na tym etapie proszę nie pytać o pieniądze. Unia takie w pełni bezpieczne rozwiązania finansuje najchętniej.

Gdyby przyjąć tę wersję, dochodzą dodatkowe problemy. Estakada przykryłaby magazyny należące do firmy "Lux", Adolfa Plewy i nową siedzibę firmy Torbet. W jednej i drugiej firmie o takim rozwiązaniu nie słyszano, informacje o tym przyjęto z ogromnym zaskoczeniem. - Kwiatkowski skacze raz w jedną, raz w drugą stronę, niebawem pójdzie na emeryturę i będzie spokój - macha ręką Plewa. - Ale jakby miało tak być, będą musieli nas wykupić. Magazyny dobrze funkcjonują, 700 ludzi tam pracuje, no... odszkodowania będą kolosalne.
 

Jacek Kiełpiński, Piątek, 14 Września 2007
Artykuł opublikowany w Nowościach ( oryginalny tekst )