Komorowski jest na spokojne czasy

IV RP była ważna dla Jarosława. Nie sądziłem, że zdoła z niej zrezygnować – mówi poseł PO Antoni Mężydło
Rz: Był pan zwolennikiem Bronisława Komorowskiego w prawyborach. Nie jest pan teraz trochę rozczarowany? Popełnił serię poważnych gaf.
Antoni Mężydło, poseł PO, były poseł PiS: Popełnił kilka błędów, ale chyba nie więcej niż prezes PiS. Komorowski jest dobrym kandydatem na spokojne czasy. Niestety, nie potrafi być empatyczny, wczuć się w sytuację ludzi dotkniętych nieszczęściem. Donald Tusk i Jarosław Kaczyński to potrafią, a marszałek nie. Gdy w czasie powodzi Tusk kilka razy pokazał się z Komorowskim, to od razu wizerunkowo go wzmocnił.
Czyżby podzielał pan pogląd, że od Komorowskiego wieje chłodem?
No, wieje. Nie widać u niego współczucia, choć pewnie je czuje. Czasami też mówi nie to, co powinien. Dużo lepiej wypadał w prawyborach. Był trochę podobny do Aleksandra Kwaśniewskiego – odrobinę rubaszny, sypiący anegdotkami i rymami. Na normalne czasy to kandydat idealny. Mógłby nawet wygrać te wybory w pierwszej turze, gdyby Kaczyński nadal unikał prowadzenia kampanii.
Teraz jest to już niemożliwe?
Tak sądzę. Zwłaszcza że krzyżuje mu szyki Grzegorz Napieralski, kandydat SLD, który ostatnio się wzmocnił. Ale jestem pewien, że w drugiej turze Komorowski wygra. Wyraźnie widać, że stoi za nim Platforma Obywatelska, którą ludzie kochają.
Czyli wygra szyld partyjny?
Trochę tak, ale to są jednak wybory personalne. Gdyby Komorowski potrafił się tak sprzedać jak w czasie prawyborów, to miałby już pierwszą turę w kieszeni.
Czy zgłoszenie przez Komorowskiego kandydata na prezesa NBP przed wyborami prezydenckimi było właściwą decyzją?
Byłoby lepiej, gdyby ten kandydat został zgłoszony po wyborach prezydenckich. Z drugiej strony sytuacja gospodarcza na świecie jest niestabilna, złoty traci na wartości. W tej sytuacji przydałby nam się dobry prezes banku centralnego.
Podoba się panu kandydatura Marka Belki?
Bardzo. W PiS przez dwa lata jechaliśmy na jego reformach i świetnie nam się rządziło. Mieliśmy bardzo dobre wyniki makroekonomiczne.
Czy wysunięcie tej kandydatury nie jest obliczone na przyciągnięcie do Komorowskiego lewicowego elektoratu?
Jeżeli taki był zamysł, to najwyraźniej się nie powiódł, skoro Napieralski zaczął zyskiwać w sondażach. Ja zresztą w to nie wierzę, bo takie manipulacje są trudne do przeprowadzenia.
A jak pan ocenia kampanię Jarosława Kaczyńskiego?
Wygląda na to, że Jarosław obrał sobie cele, które do tej pory były celami PO. Stawia na rozwój, nowoczesność, konieczność zakończenia wojny polsko-polskiej, dobre stosunki z najbliższymi sąsiadami i pojednanie. To wszystko jest w naszym programie.
Prezes PiS podebrał wam program?
Zdecydowanie. Jeżeli Jarosław mówi, że trzeba postawić na rozwój państwa nawet kosztem opieki społecznej, to nie jest to filozofia PiS. Tadeusz Cymański by się pod tym nie podpisał.
Czy w tym nowym Jarosławie Kaczyńskim poznaje pan dawnego prezesa PiS?
Tak. Charakteru nie zmienia się z dnia na dzień. Ale skoro Jarosław odżegnał się nawet od IV Rzeczypospolitej, trzeba powiedzieć, że jest to zupełnie nowa jakość. On jest politykiem, którego stać na wiele. Gdyby nie miał szerokich horyzontów i głębokiego umysłu, nie mógłby się odciąć od IV RP.
Zaskoczyło to pana?
Trochę tak. IV RP była ważna dla Jarosława, nie sądziłem, że zdoła zrezygnować z tej idei. Najwyraźniej zrozumiał, że dla Polski ważne są inne rzeczy. W ten sposób przyznał, że PO miała rację. A tylko ludzie nietuzinkowi potrafią przyznać rację przeciwnikom.
Może zrobił to tylko na użytek wyborów, żeby zdobyć nowy elektorat?
Myślę, że nie. Przecież PO może wykorzystać deklaracje Jarosława i trzymać go za słowo w sprawie pojednania, rozwoju i unowocześniania gospodarki kosztem wydatków socjalnych. Dlatego jego przemiana nie może być wyłącznie koniunkturalna. Wierzę, że Jarosław przyjął to za swój program długofalowy i pod takimi hasłami pójdzie do wyborów parlamentarnych.
Skoro programy PO i PiS będą tak zbliżone, to może po wyborach parlamentarnych dojdzie nareszcie do wspólnych rządów PO – PiS?
Raczej nie. Chyba że byłby to arytmetyczny przymus. W przeciwnym wypadku, dlaczego Platforma miałaby dzielić się władzą.
Liczy pan, że po przyszłorocznych wyborach będziecie rządzili sami?
Tak. Skoro przetrwaliśmy kryzys i powódź, to nie wiem, co mogłoby nam zaszkodzić. Utrzymujemy duże zaufanie społeczne i jeżeli przestaną na Polskę spadać kataklizmy, nic nam nie przeszkodzi w wygraniu wyborów.
A jeżeli nie wygracie wystarczająco wysoko, żeby rządzić sami?
To zawsze mamy PSL. Ta koalicja funkcjonuje bardzo dobrze i jest wygodna dla obu stron.
Czy w przemianę Janusza Palikota wierzy pan tak samo jak w przemianę Kaczyńskiego?
Nie ma żadnej przemiany Palikota. To tylko zwykła zagrywka. Świadczą o tym te okulary, które Palikot zaczął nosić, choć ich zupełnie nie potrzebuje.
Jaki jest cel tej zagrywki?
Przypuszczam, że chciałby ośmieszyć Jarosława Kaczyńskiego. Ale to mu się nie uda.
Dlaczego? Jego ataki na prezydenta Lecha Kaczyńskiego były dosyć skuteczne.
Lech Kaczyński był łatwiejszy do atakowania. Z Jarosławem nie pójdzie tak łatwo. On jest dużo inteligentniejszy od Palikota i nie będzie reagował na jego zaczepki.
A czy Palikot na czerwcowym kongresie Platformy będzie się ubiegał o stanowisko sekretarza generalnego partii?
Może i tak, ale nie ma żadnych szans na zdobycie tej funkcji. Co najwyżej stanie się humoreską naszego kongresu. Osobiście wolałbym, żeby nie stawał do tych wyborów, bo chciałbym, by nasza partia wyglądała poważnie. Po co z wyborów robić spektakl medialny.
To kto zostanie sekretarzem generalnym? Grzegorz Schetyna?
Jest naturalnym kandydatem na to stanowisko. To sprawny organizator i jak mało kto nadąża za Tuskiem. Jest niekwestionowanym numerem dwa w PO.
Palikot nie ma szans, żeby go wygryźć?
Żadnych. Może sobie opowiadać, co chce, ale Schetyna to jest ktoś. I umie uszanować ludzi. Nie jest karbowym, który naginałby wszystkich do swoich poglądów.
Wróćmy jeszcze do wyborów prezydenckich. Czy zaskoczył pana słaby wynik sondażowy Andrzeja Olechowskiego, założyciela PO?
Nie. On fałszywie założył, że scenie politycznej potrzebna jest jeszcze jedna partia. A moim zdaniem scena jest ukształtowana i żadnego ogniwa na niej nie brakuje. Jeżeli Olechowski chciał wrócić do polityki, powinien wrócić do PO, a nie dogadywać się z Pawłem Piskorskim i tworzyć na siłę kolejne ugrupowanie, którego ludzie w ogóle nie potrzebują. Teraz ma, co chciał – 1 procent poparcia. Dla dojrzałego polityka to wstyd.
Olechowski powinien wycofać się z walki o prezydenturę?
Tak. Powinien w ogóle odejść z polityki.
Rzeczpospolita