W trosce o przejrzyste ceny energii

W trosce o przejrzyste ceny energi
Każdy obywatel naszego Państwa codziennie styka się z działalnością oligopoli i monopoli różnej maści. Gigantyczne korporacje dostarczają nam prąd, gaz czy telefon, a mniejsze monopole działające na lokalnych rynkach zaopatrują nas w wodę, czy odbierają nasze ścieki. Działalność każdego monopolu czy też oligopolu powinna być bacznie obserwowana, bo każda z tych instytucji ma naturalną skłonność do nadużywania swojej uprzywilejowanej rynkowej pozycji, co na końcu przekłada się na wysokość rachunków i faktur płaconych przez polskie firmy i polskich konsumentów. Jeżeli politycy rozumieją jednak, gdzie czyhają zagrożenia ze strony monopolistów, to są w stanie tak regulować zasady ich działalności przepisami prawa, aby zadbać o uzasadniony interes konsumentów.
Tak właśnie wyglądało to w przypadku rynku telekomunikacyjnego, gdzie energicznie przeprowadzone w ciągu ostatnich 4 lat działania, przyniosły polskim konsumentom 14 miliardów złotych oszczędności. W zagranicznych raportach dotyczących polskiego rynku telekomunikacyjnego wskazuje się, że polski rynek telekomunikacyjny przeszedł w ciągu 3,5 roku gigantyczną ewolucję od jednego z najbardziej protekcjonistycznych rynków w Europie do praktycznie pełnej konkurencji działającej w interesie konsumentów. Wszyscy pamiętamy, ile trzeba było płacić za małe transfery danych ściąganych przy pomocy Internetu. Dzisiaj szerokopasmowy dostęp do Internetu przestał być dobrem luksusowym, a operatorzy telekomunikacyjni prowadzą zażartą wojnę cenową i usługową, której beneficjentami są konsumenci.
W obecnej kadencji Parlamentu postanowiłem przenieść swoje ponad sześcioletnie doświadczenia z regulowania rynku telekomunikacyjnego na rynek energetyczny. Wyszedłem bowiem z założenia, że na rynku telekomunikacyjnym niewiele jest już do zrobienia. Tymczasem rynek energetyczny, gdzie płacimy coraz to większe rachunki (prawie 50% wzrostu cen energii elektrycznej w ciągu ostatnich dwóch lat) oraz gdzie klient jest przywiązany do swojego dostawcy, wydał mi się miejscem w którym należy dokonać interwencji w interesie konsumentów. Tym bardziej, że wszyscy pamiętamy o patologii tego rynku, jaką jest pozycja wywalczona przez związki zawodowe kosztem konsumentów, powodująca, że w układach zbiorowych funkcjonujących w tej branży energetycy mają zagwarantowane już prawie wszystko.
Polska energetyka, podobnie jak w przeszłości telekomunikacja, jest tworem wysoce zmonopolizowanym. Nie potrafi sobie poradzić z wyzwaniami konkurencyjnego rynku europejskiego energii, nie reaguje na potrzeby klientów. Przeprowadzona przez poprzedni rząd konsolidacja jeszcze bardziej umocniła tendencje antyrynkowe w sektorze. Zdaniem profesora Jana Popczyka z Politechniki Śląskiej konsolidacja była w swojej istocie antymodernizacyjna. Na domiar złego część pionowo skonsolidowanych spółek w dalszym ciągu jest adresatami znaczącej pomocy publicznej.
Na  efekty konsolidacji, przy jednoczesnej liberalizacji cen dla biznesu nie trzeba było długo czekać. Już w końcu ubiegłego roku hurtowe ceny poszybowały w górę o 40-50%., Energia drożała wędrując niczym po łańcuszku. Chodziło oczywiście o łańcuszek firm należących do tej samej grupy skonsolidowanej. Wielcy odbiorcy wszczynali alarm, ale nie byli nawet dopuszczani  do przetargów organizowanych w sektorze. Tymczasem wytwórcy domagali się wysokich rekompensat w ramach mechanizmu KDT uzasadniając to ... niskimi przychodami z tytułu sprzedaży energii do powiązanych a nimi spółek obrotu.
W reakcji na te antyrynkowe zachowania grupa posłów z moim udziałem zaproponowała wprowadzenie obowiązku handlu energią poprzez istniejącą lecz wciąż nie mogącą się w pełni rozwinąć giełdę energii. Giełda, nie będąc graczem na rynku, zapewnia anonimowość transakcji i wyznaczanie cen w oparciu o przejrzysty mechanizm aukcji dwustronnej. Operacje giełdowe są nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego, co zabezpiecza przed manipulacjami kursem. Propozycja obliga giełdowego spotkała się początkowo ze zrozumieniem w rządzie. W rządowym Planie Stabilizacji i Rozwoju czytamy m.in.:....”Szczególnie istotna jest propozycja ustawowego zobowiązania wytwórców energii do uczestnictwa w giełdowym obrocie energią, kontestowana przez sektor już na tym etapie prac projektowych. Obowiązek ten,  powinien przede wszystkim zobiektywizować warunki ustalania cen w zawieranych transakcjach na rynku hurtowym (nadzór Komisji Nadzoru Finansowego oraz Prezesa URE) oraz zminimalizować presję na wzrost tych cen, wywoływaną obecnie przez przedsiębiorstwa posiadające pozycję monopolistyczną na terenie swojego działania. Przepisy te powinny także poprawić warunki stosowania programu pomocy publicznej pokrywania kosztów osieroconych, który dzisiaj jest przedmiotem spekulacyjnych zachowań niektórych wytwórców, objętych tym programem, powodujących wzrost nieuzasadnionych kosztów dla odbiorców.”
Obligo giełdowe miało się znaleźć w przygotowywanej nowelizacji Prawa energetycznego. Jednak czas (i nie tylko) działał najwyraźniej przeciw temu rozwiązaniu i jego zwolennikom.  Pojawiły się liczne argumenty, kontestujące nie tylko pełne obligo, lecz nawet częściowe, które miało doprowadzić do wyznaczenia na rynku wiarygodnej ceny odniesienia. Cena taka byłaby bazą dla przyszłego rynku finansowego i pozwoliłaby na wiarygodne ustalenie komu i w jakiej wysokości tak naprawdę należy się pomoc publiczna. Kryzys i będący jego efektem przejściowy spadek cen też obniżył temperaturę dyskusji o obowiązku handlu przez giełdę. Na skutki nie trzeba było długo czekać.  W rządowym projekcie który wpłynął do Sejmu znalazł się wprawdzie zapis o obligu giełdowym, jednak zrównanym w prawach z ... przetargami organizowanymi przez wytwórców, czyli z mechanizmem tak bardzo krytykowanym przez klientów energetyki. Prezes URE ocenił te propozycje jako ustawowe usankcjonowanie mechanizmu wzrostu cen! Pomimo długich dyskusji w specjalnej podkomisji rozpatrującej projekt, reprezentująca rząd wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska nie zmieniła stanowiska. Jej argumentację obecny na posiedzeniach Wiesław Rozłucki - pierwszy prezes GPW, a obecnie ceniony ekspert, podsumował tak: „nie padły żadne istotne argumenty przeciw obligu giełdowemu, a jednak jest ono tak zwalczane. Skoro tutaj, publicznie takie argumenty nie padły, to pewnie istnieją inne,  ukryte intencje, ale się ich nie wyraża....”
18 października po bardzo długiej dyskusji sejmowa Komisja Gospodarki zatwierdziła kształt przepisów określających obligo giełdowe. Ma mocno złagodzony wymiar, ale - moim zdaniem - zachowuje jego podstawową intencję. Po pierwsze pozwala na kreowanie wiarygodnej ceny energii na rynku krajowym. Konsument będzie wreszcie wiedział ile tak naprawdę płaci i jak cena na rachunku, który płaci ma się do obiektywnej ceny na rynku hurtowym. Po drugie daje szanse zaoszczędzenie miliardów złotych pomocy publicznej. Spółki energetyczne nie będą już mogły podważać decyzji Prezesa URE ograniczających jej wysokość zgodnie z wytycznymi UKIE, jak to jest dziś. No i last but not least: przyjęty wariant, w którym zrezygnowano w ogóle z powszechnie krytykowanych przetargów organizowanych przez wytwórców. Daje to szansę na pójście drogą wytyczoną już przez branżę teleinformatyczną - od rynku producenta do rynku klienta. I to jest być może najistotniejsza zmiana.
Jeśli Platforma Obywatelska nie chce się znaleźć na długiej liście tych partii politycznych, które uległy naciskowi lobby energetycznego, lecz chce właśnie pokazać swój obywatelski, a zatem prokonsumencki charakter powinna tę propozycję poprzeć bez dalszych prób układania się z tym lobby. Jest to tym ważniejsze, że na dłuższą metę rozwiązania rynkowe, poparte odpowiednią regulacją, będą służyć temu sektorowi. Przecież już sięga on poprzez GPW po pieniądze prywatnych inwestorów. Musi ich zatem przekonać, że działa w konkurencyjnym otoczeniu, wywierającym presję na koszty, że sobie poradzi na przyszłym wspólnym europejskim rynku. A my, posłowie, byśmy nie usłyszeli tego, co na niedawnym posiedzeniu Komisji Infrastruktury poświęconej PKP, że upadek branży jest nasza winą... bo posłuchaliśmy jej przedstawicieli.